strona główna mapa strony kontakt
 

Śmierć Jana Smolarczyka

Pan Jan Smolarczyk s. Józefa i Władysławy - jedynak, uciekł z przymusowego obozy pracy tzw. „junaków” pracujących dla dobra III Rzeszy. Zaczął się początkowo ukrywać, a następnie wstąpił do oddziału partyzanckiego. W dniu 5 grudnia 1943 r. pojawił się w domu, by zmienić ciepłą bieliznę. O pojawieniu się Jego jakaś „dobra dusza” doniosła Koszczukowi, który w owym czasie pełnił funkcję wójta w Hańsku. W wyniku obławy Pan Jan został aresztowany. Transport aresztowanego do aresztu, który mieścił się obok budynku urzędu gminy odbywał się furmanką. Stamtąd aresztowani byli odstawiani do więzienia w Chełmie. Przy pożegnaniu Pan Jan szepnął matce, by szukała w beczce ze zbożem a następnie wyrzuciła w kanały (chodziło o ukrytą broń.)

Przy aresztowaniu Pana Jan brali udział koledzy, z którymi w dzieciństwie pasał krowy, a w okresie okupacji wysługiwali się okupantowi należąc do tzw. „Świty” - przybocznej straży Koszczuka. Gdy byli już blisko budynku jeden z eskortujących szepnął, by uciekał a oni będą tak strzelać by go nie trafić. Na wysokości zabudowań obecnie Państwa Karpińskich Pan Jan za skrępowanymi rękoma drutem kolczastym rzucił się do ucieczki. Eskortujący zgodnie z obietnicą zaczęli strzelać, ale bezskutecznie. Wówczas jeden ze „świtowców” pochodzący z Dubeczna o nazwisku Filaniuk zarzucił im nieudolność i z karabinu zastrzelił uciekającego, który już dobiegał do budynków gospodarczych. Zwłok nie pozwolono zabrać i początkowo leżał w miejscu gdzie padł, a następnie został pochowany pod pobliskim drzewem – gruszą. Na usilne prośby stryja zabitego Pana Adama Smolarczyka, który biegle władał językiem ukraińskim uzyskano po kilku dniach zgodę na pochówek na cmentarzu, ale pod warunkiem że będzie to w nocy, bez księdza i żadnych płaczów. Jak miał rzekomo powiedzieć Koszczuk zgodę tą zawdzięcza biegłej znajomości jego języka rodzinnego, bo w przeciwny razie byłby drugi w kolejce do pochówku.

Gdy zaczął zbliżać się front Pan Filaniuk jak i większość „Świtowców” zaczęli szukać azylu w jednostkach partyzanckich działających na tym terenie. I tak prawdopodobnie trafił do oddziału AK dowodzonym przez Pana Kazimierza Kubicę, pochodzącego też z terenu gminy Hańsk, a który wiedział o „zasługach” Pana Filaniuka dla okupanta. Nie ukrywając radości ze spotkania i że sprzedawczyk sam wpadł w jego ręce rzekomo osobiście wykonał na nim wyrok śmierci.

Wersja do druku
 
Zdjęcie losowe
Jesienne klimaty
Pogodynka